
Jedno słowo, a tyle emocji. Dla jednych to tylko drobny defekt urody. Dla innych powód, by zrezygnować z krótkich spodenek, kostiumu kąpielowego czy wizyty na basenie.
Przez lata w pracy w gabinecie zauważyłam bardzo ważną zależność. Większość kobiet wie, że ma cellulit, ale niewiele z nich wie, czym on tak naprawdę jest. A kiedy nie rozumiemy problemu, łatwo uwierzyć w obietnice szybkich efektów, cudownych kremów, suplementów czy zabiegów, które mają zadziałać po jednej wizycie.
Dlatego zanim opowiem Ci o sposobach walki z cellulitem, chciałabym zrobić coś znacznie ważniejszego – pokazać Ci co naprawdę dzieję się pod skórą. Bo kiedy zrozumiesz mechanizm powstawania cellulitu, dużo łatwiej będzie Ci świadomie zadbać o swoje ciało i oddzielić fakty od marketingowych mitów. Nie znajdziesz tu obietnic cudownych efektów ani magicznych sposobów na cellulit. Znajdziesz za to rzetelną wiedzę, opowiedzianą prostym językiem. Tak, jak tłumaczę to moim Klientkom podczas konsultacji.
Zaczynajmy.
Cellulit – dlaczego to nie tylko problem estetyczny?
„Mam cellulit, ale przecież wcale nie jestem otyła.”
To jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszę podczas konsultacji w gabinecie. I wcale mnie to nie dziwi. Przez lata wokół cellulitu narosło wiele mitów. Jedni uważają, że pojawia się jedynie u osób z nadwagą. Inni widząc piękne, często wyretuszowane osoby w social mediach wierzą, że wystarczy odpowiedni kosmetyk albo kilka tygodni ćwiczeń i problem zniknie. Jeszcze kolejne, wiedzione magią reklamy uważają, że jak jedna technologia która obiecywała spektakularne, często niemożliwe do osiągnięcia efekty zawiodła to oznacza, że już absolutnie żadna inna nie pomoże. A każda kolejna to jest jedno wielkie oszustwo i wyłudzanie pieniędzy. Prawda jest jednak dużo bardziej złożona.
Zacznijmy od podstaw – czym właściwie jest cellulit?
Cellulit to zmiana w strukturze tkanki podskórnej. Objawia się charakterystycznymi nierównościami skóry, które często porównuje się do skórki pomarańczy. Najczęściej pojawia się na udach, pośladkach, biodrach czy brzuchu, ale może występować również np. na ramionach. Co ciekawe cellulit dotyczy nawet 80-90% kobiet niezależnie od wieku czy rozmiaru ubrań.
Wyobraź sobie dobrze uszyty materac.
Na pierwszy rzut oka jego powierzchnia jest idealnie gładka. Dopiero kiedy zajrzymy do środka, zobaczymy, że cała konstrukcja opiera się na sprężynach, piance i materiale, które muszą ze sobą współpracować.
Nasza skóra działa bardzo podobnie. Pod jej powierzchnią znajduje się tkanka tłuszczowa. Nie jest ona jednak jednolitą warstwą. Tworzą ją tysiące malutkich komórek tłuszczowych otoczonych włóknami komórek tkanki łącznej. Pomiędzy nimi przebiegają naczynia krwionośne i limfatyczne, które dostarczają tlen oraz składniki odżywcze a jednocześnie pomagają usuwać produkty przemiany materii. Dopóki wszystkie te elementy pracują razem, skóra pozostaje gładka i jędrna.
Problem zaczyna się wtedy, gdy delikatny system przestaje działać tak sprawnie jak wcześniej. Komórki tłuszczowe stopniowo zwiększają swoją objętość, a tkanki stają się mniej elastyczne. Mikrokrążenie zwalnia, limfa zaczyna pracować mniej wydajnie – tworzą się charakterystyczne zagłębienia i wypukłości.
To właśnie wtedy na skórze pojawia się charakterystyczna „skórka pomarańczowa”.

Czy cellulit to po prostu tłuszcz?
Nie. I to chyba największy mit, z jakim spotykam się na co dzień.
Gdyby cellulit był wyłącznie nadmiarem tkanki tłuszczowej, wystarczyłoby schudnąć, aby całkowicie zniknął. Tymczasem cellulit mają nastolatki, szczupłe kobiety, osoby aktywne fizycznie a nawet zawodowe sportsmenki. Przypuszczam, że każdy z nas zna przynajmniej jedną szczupłą kobietę, która mimo wszystko ma cellulit. Dlaczego? Bo w jego powstawianiu bierze udział znacznie więcej czynników niż sama ilość tkanki tłuszczowej.
Ogromne znaczenie ma jakość tkanki łącznej, sprawność mikrokrążenia, przepływ limfy, gospodarka hormonalna, poziom aktywności fizycznej, codzienne nawyki jak również genetyka.
Dlatego dwie kobiety o podobnym wzroście, wadze i stylu życia mogą wyglądać zupełnie inaczej. Każde ciało ma swoją historię. I dlatego nie warto porównywać swojego ciała z ciałem koleżanki.
Dlaczego mężczyźni dużo rzadziej mają cellulit?
To kolejne pytanie, które często pojawią się podczas konsultacji.
I nie. Nie chodzi o to, że cellulit brzydko wygląda, dlatego mężczyźni go nie mają…
Winna jest przede wszystkim anatomia. U kobiet włókna tkanki łącznej przebiegają niemal pionowo. Można powiedzieć, że tworzą coś w rodzaju równoległych przegródek. Gdy komórki tłuszczowe zwiększają swoją objętość, łatwiej uwypuklają się pomiędzy nimi, dlatego nierówności stają się widoczne na powierzchni skóry. U mężczyzn ta sama tkanka przypomina bardziej gęstą siatkę. Włókna krzyżują się pod różnymi kątami, dzięki temu tkanka jest lepiej podparta, a komórki tłuszczowe maja mniej miejsca, aby uwypuklić się na powierzchni skóry. To budowa tkanki łącznej w dużej mierze odpowiada za to, że cellulit u mężczyzn występuje znacznie rzadziej.

Wszystkiemu winne hormony…
Hormony mają ogromny wpływ na kondycję naszej skóry i tkanki podskórnej. Szczególną rolę odgrywają estrogeny, czyli hormony, które w dużej mierze odpowiadają za kobiecą gospodarkę hormonalną. To właśnie dlatego cellulit zaczyna pojawiać się w okresie dojrzewania, może nasilać się w ciąży, podczas stosowania antykoncepcji hormonalnej, czy w okresie większych wahań hormonalnych. Bardzo często obserwuję również, że problem staje się bardziej widoczny w okresie menopauzy.
Dzieje się tak, ponieważ wraz ze spadkiem poziomu estrogenów skóra produkuje mniej kolagenu i elastyny. Staje się cieńsza, mniej sprężysta a mikrokrążenie nie działa już tak sprawnie jak wcześniej. To sprawia, że zmiany, które wcześniej były niemal niewidoczne zaczynają być coraz bardziej zauważalne.
I nie jest to kwestia zaniedbania. To naturalny proces zachodzący w organizmie kobiety.
Czy cellulit może boleć?
W gabinecie często zadaje to pytanie i większość osób odpowiada „przecież cellulit tylko brzydko wygląda”. A prawda jest taka, że nie zawsze.
W początkowych stadiach rzeczywiście najczęściej jest to przede wszystkim problem estetyczny. Z czasem jednak może zacząć wpływać również na komfort życia.
Wyobraź sobie dom. Komórki tłuszczowe są jak meble znajdujące się w jego wnętrzu. Kiedy zaczynają się powiększać dzieją się dwie rzeczy jednocześnie. Z jednej strony napierają ku górze, wypychając skórę niczym meble unoszące dach. To właśnie wtedy na powierzchni pojawiają się charakterystyczne nierówności i tzw. „skórka pomarańczowa”.
Z drugiej strony te same powiększone komórki naciskają w dół – na wszystko co znajduje się pomiędzy nimi. A znajdują się tam między innymi drobne naczynia krwionośne i limfatyczne. Można to porównać do sytuacji, w której bardzo ciężkie meble zaczynają uginać podłogę. Im większy nacisk, tym trudniej krwi swobodnie dostarczać tlen i składniki odżywcze, a limfie odprowadzać nadmiar płynów oraz produktów przemiany materii.
W efekcie tkanki są gorzej odżywione i mniej dotlenione. Mogą pojawić się obrzęki, uczucie ciężkich nóg, większa tkliwość, a w bardziej zaawansowanych przypadkach także ból podczas ucisku. Nie dlatego, że „boli tłuszcz”, ale dlatego, że napięte tkanki i pogorszone krążenie zaczynają podrażniać znajdujące się w nich zakończenia nerwowe.
Dlatego cellulit to nie tylko kwestia wyglądu. W bardziej zaawansowanych stadiach staje się problemem funkcjonowania tkanek, a nie wyłącznie estetyki.

Cellulit nie zawsze wygląda tak samo
To, że dwie kobiety mają cellulit, nie oznacza że zmagają się z tym samym problemem. Cellulit może różnić się nie tylko wyglądem, ale również przyczyną powstawania oraz stopniem zaawansowania.
W kosmetologii wyróżniamy trzy podstawowe rodzaje cellulitu. W praktyce jednak bardzo często spotykamy ich formy mieszane, dlatego podczas konsultacji zawsze oceniam nie tylko wygląd skóry, ale również jej napięcie, obecność obrzęków, elastyczność oraz jakość tkanki podskórnej.
Cellulit typu I – wodny (obrzękowy)
To najwcześniejsza forma cellulitu, która bardzo często pojawia się u młodych kobiet, nawet szczupłych i aktywnych fizycznie. Głównym problemem nie jest tutaj nadmiar tkanki tłuszczowej, lecz zaburzenia mikrokrążenia oraz utrudniony odpływ limfy. W efekcie organizm zaczyna zatrzymywać wodę w tkankach. Nogi mogą wydawać się cięższe pod koniec dnia, pojawiają się niewielkie obrzęki a skóra traci swoją gładkość i sprężystość. To właśnie na tym etapie wiele kobiet mówi: „Rano moje nogi wyglądają dobrze, ale wieczorem mam wrażenie, że są zupełnie inne”.
Cellulit typu II – tłuszczowy
W tej postaci największą rolę odgrywa powiększanie się komórek tłuszczowych. To właśnie one – jak wspomniałam wcześniej – zaczynają wypychać skórę ku górze, tworząc charakterystyczne nierówności. Jednocześnie uciskają znajdujące się pomiędzy nimi naczynia krwionośne i limfatyczne, przez co tkanki są gorzej odżywione i dotlenione. Na tym etapie cellulit jest już zwykle dobrze widoczny, a sama dieta często nie wystarcza, aby całkowicie go zredukować.
Cellulit typu III – włóknisty (twardy)
Jest to najbardziej zaawansowana postać cellulitu. Przez długi czas utrzymujące się zaburzenia powodują przebudowę tkanki łącznej. Włókna kolagenowe stają się bardziej sztywne, tworząc twarde przegrody pomiędzy komórkami tłuszczowymi. Skóra staje się mniej elastyczna, nierówności są wyraźne a przy mocniejszym ucisku może pojawić się tkliwość lub nawet ból. To właśnie ten rodzaj cellulitu wymaga zwykle największej cierpliwości oraz dobrze zaplanowanej terapii.
Dlaczego z czasem cellulit staje się bardziej widoczny, czyli jak rozwija się cellulit? Poznaj jego stopnie zaawansowania
Cellulit nie pojawia się z dnia na dzień. To proces, który rozwija się stopniowo – czasem przez kilka a nawet kilkanaście lat. Początkowo zmiany zachodzą głęboko pod skórą i są praktycznie niewidoczne. Dopiero z czasem organizm zaczyna wysyłać pierwsze sygnały, że tkanki nie funkcjonują już tak sprawnie jak wcześniej. Można to porównać do domu, o którym wspomniałam wcześniej. Na początku w jego konstrukcji pojawiają się drobne naprężenia. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze. Dopiero po pewnym czasie zaczynają pojawiać się pierwsze pęknięcia, a jeśli nic z tym nie zrobimy – uszkodzenia stają się coraz bardziej widoczne. Podobnie jest z cellulitem.
Stopień 0 – zmiany, których jeszcze nie widać
Na tym etapie skóra wygląda gładko zarówno podczas stania jak i siedzenia. Nawet po ściśnięciu nie widać charakterystycznych nierówności. Czy to oznacza, że w tkankach nic się nie dzieje? Niekoniecznie.
U części kobiet mogą już pojawiać się pierwsze zaburzenia mikrokrążenia lub niewielka skłonność do zatrzymywania wody. Są to jednak zmiany, których nie jesteśmy w stanie zauważyć gołym okiem. To trochę jak z pierwszymi rysami na fundamencie domu – jeszcze ich nie widać, ale proces powoli się rozpoczyna.
Stopień I – pierwsze sygnały
W codziennym życiu skóra nadal wygląda gładko. Dopiero kiedy chwycimy ją pomiędzy palce lub mocniej napniemy, pojawiają się niewielkie zagłębienia przypominające skórkę pomarańczy. To jest właśnie moment, w którym wiele kobiet uważa, że jeszcze nie ma problemu z cellulitem. A prawda jest taka, że to najlepszy moment, by zacząć działać. Zmiany są jeszcze niewielkie, tkanki zachowują dobrą elastyczność a organizm zdecydowanie łatwiej reaguje na odpowiednio dobraną terapię.
Stopień II – kiedy skóra zaczyna mówić sama za siebie
Na tym etapie nie trzeba już ściskać skóry. Wystarczy stanąć przed lustrem. Charakterystyczne zagłębienia staja się widoczne podczas stania, ponieważ ciężar ciała powoduje dodatkowy nacisk na tkanki. Po położeniu się często staja się mniej wyraźne lub całkowicie znikają. To znak, że powiększone komórki tłuszczowe coraz mocniej oddziałują na otaczające je struktury, a mikrokrążenie i odpływ limfy nie działają już tak sprawnie jak wcześniej. Na tym etapie wiele kobiet zauważa również, że skóra staje się mniej jędrna niż jeszcze kilka lat wcześniej.
Stopień III – kiedy problem przestaje być wyłącznie estetyczny.
To najbardziej zaawansowany stopień cellulitu. Nierówności są widoczne zarówno podczas stania jak i leżenia. Tkanki staja się bardziej zbite, mniej elastyczne i mogą być wyraźnie tkliwe podczas ucisku. To efekt wielu lat zmian zachodzących pod skórą. Powiększone komórki tłuszczowe coraz mocniej naciskają na otaczające tkanki, a włókna tkanki łącznej stają się grubsze i sztywniejsze. Pogarsza się mikrokrążenie, przepływ limfy jest utrudniony a tkanki są gorzej odżywione i dotlenione. To właśnie dlatego niektóre kobiety mówią, że cellulit ”zaczął boleć”. Nie boli sam cellulit ani tkanka tłuszczowa. Bolesność wynika z narastającego napięcia tkanek, pogorszenia krążenia oraz podrażnienia zakończeń nerwowych znajdujących się w skórze i tkance podskórnej.

Dlaczego warto reagować wcześniej?
Wyobraź sobie, że na ścianie domu pojawiło się niewielkie pęknięcie. Na początku jego naprawa jest prosta i szybka. Jeśli jednak przez kilka lat będziemy je ignorować, z czasem może okazać się, że problem dotyczy już całej konstrukcji.
Z cellulitem jest bardzo podobnie. Im wcześniej zadbamy o mikrokrążenie, odpływ limfy oraz kondycję tkanki łącznej, tym większa szansa, ze zmiany uda się wyraźnie zmniejszyć. Nie dlatego, że późniejsze stadia są gorsze, ale dlatego, że organizm łatwiej odpowiada na terapię, gdy tkanki nie są jeszcze tak mocno przebudowane. To właśnie dlatego warto skorzystać dostępnego w naszej ofercie zabiegu endermologii, który wykonujemy w naszym SPA w Pabianicach.

Czy można samodzielnie ocenić stopień cellulitu?
W pewnym stopniu – tak. Możesz zaobserwować kiedy nierówności są widoczne, czy pojawiają się tylko po ściśnięciu skóry, czy również podczas stania czy leżenia. Trzeba jednak pamiętać, że sam wygląd skóry nie pokazuje całego obrazu. Kosmetolodzy i lekarze oceniają zaawansowanie cellulitu według klasyfikacji Nürnbergera i Müllera. Dzięki niej można określić, jak bardzo zaawansowane są zmiany oraz dobrać terapię odpowiednią do potrzeb skóry. Podczas konsultacji oceniam napięcie tkanek, obecność obrzęków, elastyczność skóry, stopień zwłóknienia oraz jakość tkanki podskórnej. To właśnie dlatego dwie osoby z pozornie podobnym cellulitem mogą wymagać zupełnie innego postępowania.
Na zakończenie…
Jeżeli dotarłaś/eś aż tutaj, pewnie już wiesz jedno. Cellulit nie jest oznaką lenistwa. Nie jest też karą za zjedzony kawałek ciasta ani dowodem na to, że mało o siebie dbasz. To złożony proces, na który wpływa wiele czynników – od hormonów, przez budowę tkanki łącznej, aż po mikrokrążenie i pracę układu limfatycznego. Dlatego nie istnieje jeden krem ani jedna magiczna metoda, która sprawi, że zniknie z dnia na dzień.
Jest natomiast dobra wiadomość. Im lepiej rozumiemy dlaczego cellulit powstaje, tym łatwiej dobrać terapię, która naprawdę ma sens. I właśnie o tym będzie kolejny artykuł.
Opowiem Ci dlaczego Endermologia LPG Alliance od ponad 40 lat uznawana jest za jedną
z najlepszych i najlepiej przebadanych metod wspomagających redukcję cellulitu
i modelowanie sylwetki. Wyjaśnię dlaczego nie odchudza, tylko modeluje ciało, skąd biorą się jej efekty i dlaczego tak duże znaczenie ma nie tylko sam sprzęt, ale również osoba która wykonuje zabieg.
Bo jak już wiesz – w temacie cellulitu nic nie dzieje się przez przypadek. I dokładnie tak samo jest z jego terapią.